Był taki wieczór…

Wieczór, taki może trochę, jakbym sobie wymarzył. Poczułem wyjątkowość chwili, nim doszło do mnie, że to wiecznie trwać nie może.

Gdyby wiecznie trwało, to zatopił bym się w takiej jasnej otchłani, otchłani pełnej dziwnego jakby szczęścia i spadałbym, spadał… Może zrobiłoby się też i nudo? Nie może być nudno przecież.

Grudniowy wieczór, jeden z ostatnich w tym mieście. Jadę na spotkanie. Podekscytowany. Myślę sobie co się wydarzy. Myślę jak będzie to wyglądać.

Podłączyliśmy telewizor. Wyjąłem ciasto (zjebane wręcz w sposób apokaliptyczny, lecz było zjadliwe i całkiem smaczne). Usiedliśmy. Porozmawialiśmy. Jedliśmy. Oglądaliśmy i komentowaliśmy. „Rolnik szuka żony”, „Diana”(tylko nie „Diana” pomyślałem), jakiś tam horror, jakieś reality show. I komentowaliśmy i komentowaliśmy.

I dałem prezent. Zrobiłem go sam trochę.

beztytutu

I się wydarzyło coś takiego niespodziewanie dziwnego. Podziękowania i takie buzi w szyje, w super miejsce na szyi. Serio. 

Ja tylko uśmiech i krótkie spojrzenie.

Było warto.

Siedzenie na kanapie było już inne. Bo blisko siebie. Obok siebie. Nogi przeplecione, ręce też. A ja tylko myślałem wtedy – co może się zaraz spierdolić. Bo ja wiem, że u mnie z miłością to nie ma szans, że ja nie umiem w związek, ale bym BARDZO chciał. Za dużo strachu, lęków.

ale ponieść się pozwoliłem. To takie normalne było i nijakie, ale piękne. I tego nie żałuję.

Ja mam tę ludzką potrzebę, żeby kochać i takie tam. Żeby sobie dla kogoś żyć, a nie dla siebie tylko. Czasem tak tkwię w przekonaniu, że zechcieć mnie jedynie mógłby ślepy i głuchy. Że za silne mam wady dla zwykłego człowieka. Że nie pasuje do reszty. Ale niby głębia duszy mówi mi, że jest inaczej przecież. Czasami wierzę.

W nocy poczułem, że jest źle. Sen w osobnych pomieszczeniach, ale dobrze, że tak. Ale ja poczułem, że źle się dzieje, że to nie ma sensu i tak, że ten wieczór będzie bezsensu.

I myślałem, że po co, po co to wszystko. Za kilkanaście dni i tak mnie nie będzie tutaj. Że i tak zostanę odesłany z kwitkiem, że kosza dostanę.

Czymże jest zauroczenie, jeśli nie popierdolonym myśleniem o cudowności drugiej osoby. Jakże złudne i zbędne. Obraz rzeczywistości zamazujące. Tkwienie w bezmyślności. W bezmyślności, w której chce się być. Widzenie czegoś czego nie ma. Wyobrażanie sobie wspaniałości. Ech.

 

I trwa teraz cisza, nie przeszywająca lecz nieco przytłaczająca. Cisza pewnie nic nie znacząca. I miliardy myśli. I zapytania tworzą się same, a odpowiedź mogę znać tylko ja.

.surrealistyczny

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Był taki wieczór…

  1. Cała otoczka strachu, analizy chwili, niepotrzebna. Po pierwsze musisz wiedzieć czego tak naprawdę chcesz i iść do przodu, sięgać po to. A to, czy się rozleci, czy nie, nie warte gdybania

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s