Dlaczego nienawidzę gotować?

Marazm gotowania kojarzy mi się przede wszystkim ze skrajną monotonią, tak skrajną jak ludzkie emocje. Jak u kogoś z zaawansowaną chorobą mentalną. To przez to nigdy nie udało mi się zaprzyjaźnić z kuchenką, garnkami albo i wiecznie brudnym piekarnikiem.

Sytuacja jest dość ciekawa, bowiem już od bardzo małego dziecka mam do czynienia z „kuchnią”. Moi wspaniali rodzicie, prowadzili kiedyś restaurację za naszą zachodnią granicą. Będąc małym gówniakiem, prawie codziennie (naturalnie jeśli przebywałem wówczas u rodzicielów) żyłem tym kuchennym życiem. Zapachów było milion – przypalone mięsa, przyprawy z najdalszych zakątków świata, owoce morza(w tym jeszcze żywe ośmiornice pływające w plastikowym zbiorniku), krew… No serio, było tego trochę. Moje nozdrza – mogłoby się wydawać, były wypełnione tymi niezwykłymi, ulotnymi substancjami i wręcz właziły mi do krwiobiegu, ale ja nie protestowałem. Żyłem z tym.

No i tak tkwiłem w tym świecie przez kilka dobrych lat, będąc w samym centrum wydarzeń. Obiady, kolacje, śniadania, czy inne dziwne posiłki – w restauracji. Balangi, imprezy, popijawy – w restauracji(Tak, bywałem tam nawet podczas takich okazji i bardzo miło je wspominam!). Byłem czynnym uczestnikiem w tym życiu i dziś mi tego brakuje.

A w tym bardziej już dorosłym, zasranym życiu, kiedy rodzicie zerwali z gotowaniem, jakoś zupełnie nie przykładałem wagi do tego co wpycham we wnętrza swojego układu pokarmowego. Aczkolwiek pamiętam jak moim ukochanym posiłkiem były kawałki kurczaka w sosie pieczeniowym z ryżem albo kotlety z kurczaka nadziewane serem. One były genialne w smaku, przysięgam. Były. No i moje uzależnienie od słodyczy… Kurwa, jak ja kochałem czekoladę…. Jedna tabliczka na jeden dzień. Cukierki Michałki, ciastka cynamonowe. Te słodycze to uznałbym nawet za jakiś rodzaj ucieczki od pojebanej rzeczywistości, w której wówczas przyszło mi żyć. Po brzegi wypełnionej gorzkością, która i tak rozlewała się gdzie tylko zapragnęła.

W tym obecnym, równie fantastycznym przecież życiu, kiedy osiągnąłem bardziej niż 20 lat mojego życia, uznałem, że chcę przypakować. Heh. A mam taką tendencję, że jak już coś mi raz podpasuje, to stosuję/robię to do znudzenia/porzygu/latami. No i to taki idealny przykład tworzenia sobie bezpiecznego świata, w którym wydaje się nam – możemy odetchnąć. A gówno prawda.

 

Niby zwykłe gotowanie, a jaka zajebista głębia!

 

No i właśnie.

Sedno sprawy.

No i proszę państwa. Gotowanie przerodziło się w przygotowywanie, dokładnie 5 takich samych posiłków każdego jebanego dnia. Dzień w dzień. To samo. To naprawdę daje mi jakieś tam dziwne poczucie, że wszystko jest stabilne – STABILNIE, ALE CHUJOWO. Naturalnie były tego efekty, bo moje ciało zyskało na upragnionej wadze i mięśniach, ale jedzenie stało się dla mnie nie przyjemnością lecz przymusem! A to bardzo nieładny błąd!

A na dzień dzisiejszy, trwam w gówienku dalej i nie zapowiada się żebym przestał. Oczywiście, nie jestem jakiś potwornym pakerem – wręcz przeciwnie. Natomiast przygotowuję 5 posiłków każdego dnia, ale już znacznie ufajnionych! Zrobię osobnego postach o moich posiłkach.

No i jem zdrowo, naprawdę, to i co z tego. Nieustępliwie, notorycznie, to samo każdego dnia. Wiele osób nawet się mnie pyta jak ja to robię, ze mogę tak codziennie jeść to samo. Ano. Kurwa no trzeba być mną.

Tak już mam.

blogg

Zawsze kupuję te same produkty, zawsze przygotowuję je w ten sam sposób. Czy zdążyliście już pomyśleć, że jestem nienormalny? Że mój umysł działa na niezrozumiałych obrotach?

Niestety w kuchni muszę spędzić co najmniej 40 minut, żeby przygotować wszystkie posiłki (dwa do pracy). Robię to – wiadomo, z niechęcią. Już i tak maksymalnie uprościłem sobie przygotowywanie papu. Wyobraźcie sobie jak stoję przy kuchence, mam 3 odpalone garnki i w każdym coś innego – to znakomita oszczędność czasu 😀 Ale jaki wkurw, ze muszę tam tyle stać! Przyznam się jednak, że w weekendy kiedy mam ciutkę więcej czasu, próbuję nieco nowości kulinarnych, z zastrzeżeniem, że mogę użyć jedynie moich stałych produktów, no raczej.

Pytanie – dlaczego tak jem? Ponieważ bardzo zależy mi na utrzymaniu odpowiedniej dla mnie wagi. To zwykłe widzi mi się, żadne sytuacje chorobowe czy coś tam. Takie tam chore sprawy.

Gotowanie to choroba. Chociaż wiem, że można to kochać. Ja nie kocham, ja nienawidzę. I Chuj.

Nienawidzę.

Mam nadzieję, że kiedyś to się odmieni i znormalnieje.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Dlaczego nienawidzę gotować?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s