Wieczny czasu brak

Miało być o czymś innym, ale wystarczyło, że spojrzałem na zegarek i uskuteczniła się moja fobia.

Jak to do kurwy nędzy jest, że ludzie czas na wszystko mają? Posługują się może jakimiś niewiarygodnie dziwnymi urządzeniami, które pozwalają im załamać czasoprzestrzeń i zatrzymać się w czasie? Swoją drogą, no super sprawa. Tak myślę. Wybierałbym się w niezwykle długie podróże, które teoretycznie trwałyby przecież chwilę. Może odnalazłbym jakieś magiczne miejsca, które dla zwykłych śmiertelników nie są dostępne?

no ale.

Ledwie zdążysz wykonać jedno zadanie, spośród miliona tych, które zaplanowałeś/zaplanowałaś, a za rogiem już czai się kolejne. Nie wiesz w co ręce włożyć, nie wiesz jak żyć. Nie wiesz kiedy i gdzie ucieka Twój czas 😦 Dramat.

Wiele osób skarży się wręcz, że 24/h to za mało. Ja też się tak samo skarżę. Wyciskam każdy dzień do ostatniej kropelki, jak resztkę nieświeżej cytryny do herbaty.

Czu grozi mi śmierć w biegu?

Patrząc na zegarek, widzę obowiązki. Patrzę na dłużej na niego i zastanawiam się ile czasu zostało mi na wykonanie tego obowiązku, żebym mógł zrobić jeszcze to, tamto, sramto. Tak jest zasadniczo proszę Państwa od poniedziałku do piątku. Taki mi się zrobił zajebisty tryb życia.

Nie umiem żyć w nieuporządkowanym i chaotycznym świecie, co moim zdaniem – jest ogromnym błędem.

Bo mógłbym przecież jebnąć to wszystko i wyjechać w Bieszczady (wolę Tatry). Gdzie popełniłem błąd i doprowadziłem w swoim życiu do tego, że wszystko muszę mieć zaplanowane? Że muszę żyć według jakiegoś planu? Dlaczego sam na siebie założyłem takie kajdany? Kurwa, bez kitu – tarzam się w jakimś ładnym bagienku, kolorowym, cuodwnym po prostu, ale tarzam się w nim bez przerwy. Z każdą chwilą tracę sił, ale nadal się tarzam, bo wierzę, że to mi pomoże. Tymczasem im bardziej tkwie w tym, tym głębiej się zapadam.

ja

Absolutny brak spontaniczności. O Boże.

Cierpię na stres, kiedy zbliża się póżna, wieczorna godzina. A ja jestem właśnie w trakcie, powiedzmy, jakiegoś ćwiczenia. Myślę wówczas sobie – „Fuck, muszę być szybszy, bo za półtorej godziny muszę już zrobić sobie kolację, żeby za następną godzinę usiąść do pracy najedzonym”.

Mam wyrzuty sumienia kiedy w sobotę rano wstaję ok 10 rano. Dlaczego? Przecież marnuję tylko czas  śpiąc dłużej. Sobota to pranie, sprzątanie, naturalnie praca…. Od czasu do czasu coś mi strzeli do łba i umówię się na mieście ze znajomą. Co z tego? Skoro nim zdążę wyjść z domu, to już planuję o której wrócę?

Znajomi wiedzą jak jest, rzadko mnie gdzieś ktoś zaprasza. Zazwyczaj odmawiam. Jeżeli już ktoś się ze mną próbuje umówić, to chwilę potem rozmowa zamienia się w kłótnie.

Czy tak wygląda normalność?

 

A napisanie tego wpisu zajęło mi łącznie 3 dni. 3 dni… Bo wcześniej nie miałem kiedy na spokojnie usiąść.

 

Praca, druga praca i współpraca. Teraz jeszcze blog. Czy ja tak długo pociągnę? Przy łóżku leży książka, która od kilku tygodni czeka aż ją otworzę. (Ok, no dobra – bez pisania nie wyobrażam sobie życia, więc blog jest spoko.)

Poniekąd znam źródło. To chore ambicje. Dzięki temu mam dziwne wrażenie, że nieustannie się rozwijam i coś osiągam. Wiecie, że daje mi to względne poczucie bezpieczeństwa? Nie brzmi to jednak zdrowo i dobrze, wręcz przeciwnie. Staram się z tym walczyć, uciec od skrajności. To się dopiero nazywa surrealizm!

Czekam tylko aż powiem sobie dość. 

 

 

.surrealistyczny

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s